Witam. Trochę spóźniony, z powodu braku czasu, ale wklejam scenariusz napisany przez fankę serialu Ratownicy. Zachęcam do czytania, komentowania oraz włączenia się do walki o drugi sezon naszego ulubionego serialu. Pozdrawiam
Scenariusz
„Ratownicy” – odcinek 14.
Autor tekstu: Paulina Jagusiak
Korekta: Katarzyna M. Kizer
Staszek dociera do szpitala, w którym operowana była Aśka.
Staszek: Co się stało?
Witek: Asię potrącił samochód. Jest w ciężkim stanie.
Staszek: Kto to zrobił?
Witek: Ten, który wynajmował u nas pokój i okradł Cię.
Staszek: Jak dorwę tego drania to mu nogi z d*** powyrywam!
W tym momencie na korytarzu pojawia się lekarz. Staszek zauważa go i zatrzymuje by spytać o zdrowie Asi.
Staszek: Przepraszam, Panie Doktorze. Została tu przywieziona Joanna Krawczyk. Chciałem zapytać o jej stan. Czy coś wiadomo?
Lekarz: Jest Pan z rodziny?
Staszek: Nie… Tak . . . jestem jej chłopakiem.
Lekarz: Sytuacja wygląda tak: pani Joanna została potrącona przez samochód w wyniku czego doznała poważnych obrażeń głowy. Zoperowaliśmy ją, na razie jest nieprzytomna, ale wkrótce powinna się obudzić. Trzeba czekać.
Staszek: Czy mógłbym ją zobaczyć?
Lekarz: Tak, ale tylko przez chwilkę.
Staszek: Dziękuje Panie doktorze.
Witek: To co Stasiu, pojadę do domu.
Staszek: Jasne, jedź nie ma sensu żebyśmy tu byli obaj. Dziękuję za wszystko!
Witek: Nie ma za co, jak tylko coś się zmieni to dzwoń.
Staszek: Dobrze, zadzwonię.
Tymczasem do tego samego szpitala przybywa Monika, której syn Mateusz właśnie wybudził się z długiej śpiączki. Kobieta od razu wbiega do pokoju chłopaka.
Monika: Mateusz kochanie! Nareszcie się obudziłeś. Jak się czujesz synku?
W tej samej chwili do pokoju wchodzi lekarz.
Lekarz: Dzień Dobry Pani Moniko, czy możemy porozmawiać?
Monika: Dzień Dobry Doktorze. Tak. Oczywiście.
Lekarz: Musi Pani dać Mateuszowi trochę czasu.
Monika: Co to znaczy? Czy coś jest nie tak?
Lekarz: Pani syn może mieć amnezję, po krótkiej rozmowie z nim wynika, że całkowicie stracił pamięć. Będzie musiał od początku wszystkich poznawać. Wskazana jest również rehabilitacja, żeby ciało po tak długim spoczynku w pełni wróciło do zdrowia.
Monika: Rozumiem Panie Doktorze. Czy w takim razie mogłabym jednak zabrać syna do Krakowa? Tam będzie mi wygodniej się nim opiekować.
Lekarz: Oczywiście jak już wcześniej wspomniałem przygotuję wszystkie potrzebne dokumenty i wtedy będzie mogła Pani przenieść syna do Krakowa.
Monika: Dziękuję bardzo za wszystko co zrobiliście dla Mateusza. Jestem Wam za to naprawdę bardzo wdzięczna.
Lekarz: To nasza praca.
Monika: Wiem, ale i tak bardzo dziękuję.
Monika dzwoni do Janka i mówi mu o wszystkim czego dowiedziała się w szpitalu, proponuje mu spotkanie. On oczywiście zgadza się na nie. Janek jest w schronisku razem ze swoimi dawnymi ratownikami.
Barciok: To jak Janek, zostaniesz naszym nowym naczelnikiem?
Janek: Wiecie chłopaki, ja już nie jestem taki sprawny jak kiedyś ;) Poza tym w dalszym ciągu przechodzę rehabilitację.
Leon: No tak, ale Bachleda podał się do dymisji i nie mamy naczelnika, a Ty byłeś najlepszy.
Janek: Dziękuję Wam za dobre słowa, ale wiecie że nie będzie mi łatwo wrócić po tym co się stało.
Nagle do Barcioka dzwoni ktoś z centrali i mówi mu, że jest wezwanie.
Barciok: Chłopoki jest wezwanie!
Denis: Co się stało?
Barciok: No nie wim, zadzwonili, że trza szybko iść.
Leon: Janek, ale przemyślisz to?
Janek: Tak, jasne. Jak zdecyduję dam Wam znać.
Wszyscy ratownicy zbierają się i jak najszybciej jadą na ratunek.
Po przybyciu do centrali dowiadują się, że wezwanie jest od dwóch 15-latek, które same postanowiły zdobyć Giewont, jednak podczas wejścia jedna z dziewczyn poślizgnęła się i spadła na półkę skalną. Sytuacja jest o tyle nieciekawa, że nastolatka nie była dobrze przygotowana do wyjścia w góry (nieodpowiedni ubiór, obuwie) co prawdopodobnie było przyczyną wypadku.
Jelonek: Dziewczyna, która zadzwoniła powiedziała, że jej koleżanka spadła ze skał i chyba jest nieprzytomna, bo nie odzywa się.
Hubert: A powiedziała gdzie są?
Jelonek: Coś wspominała o Giewoncie.
Barciok: Giewoncie?
Jelonek : Też mi się wydaje dziwne, że dwie małolaty wybrały się same na taką eskapadę.
Hubert: Dobra ruszamy, nie ma na co czekać!
Czterech ratowników (Hubert, Staszek, Jelonek i Tośka) udaje się szlakiem w stronę Giewontu. Po przybyciu na miejsce starają się ocenić sytuację.
Hubert: Dobra słuchajcie trzeba ją wyciągnąć. Tosia zajmij się tą drugą.
Podczas gdy Hubert, Staszek i Jelonek ratują poszkodowaną dziewczynę, Tośka próbuje porozmawiać o przebiegu zdarzeń z jej koleżanką.
Tośka: Cześć. Jak masz na imię?
Dziewczyna: Zuzka.
Tośka: Ja jestem Tośka. Powiesz mi co się stało?
Zuzka: Wchodziłyśmy na Giewont i już właściwie schodziłyśmy . Weronika była tak zafascynowana widokami i tym, że udało nam się wejść, że zaczęła się wygłupiać.
Tośka: A co konkretnie robiła?
Zuzka: Nie trzymała się łańcucha, mówiła, że jest wielka, bo weszła na szczyt i w ogóle zaczęła wariować. Mówiłam jej, żeby przestała, bo to jest niebezpieczne, ale ona nie chciała mnie słuchać.
Tośka: Już dobrze, uspokój się. Ratownicy zaraz jej pomogą.
Słychać tylko płacz Zuzki.
Po jakimś czasie ratownikom udaje się dotrzeć do dziewczyny i przenieść ją w bezpieczne miejsce. Jest nieprzytomna i ma rozbitą głowę.
Hubert: Tośka, zajmiesz się nią?
Tośka: Ok.
Po chwili
Tośka: To wygląda bardzo poważnie, z pewnością będzie miała wstrząs mózgu. Ale mogą być jeszcze inne obrażenia. Trzeba ją zabrać do szpitala i to szybko.
Staszek: Dobra, to bierzemy ją i idziemy.
Tośka: Staszek, pieszo będzie zbyt długo trwało. Ona potrzebuje pomocy szybko. Trzeba wezwać helikopter.
Hubert: Dobra, już po nich dzwonię.
Po upływie 20 min. nadlatuje helikopter.
Tośka: Tą drugą dziewczynę zabieramy ze sobą.
Staszek: Dobra.
Helikopter zabiera wszystkich z miejsca wypadku. Po wylądowaniu, dziewczyna wraz z koleżanką zostają przewiezione do szpitala. Tośka jedzie z nimi. Będąc już w szpitalu zawiadamia o wszystkim rodziców dziewczyn, którzy w tym czasie przebywają w hotelu. Natychmiast jadą do szpitala.
Tośka: Zuzka, spokojnie rodzice Weroniki już do Was jadą.
Zuzka: Czy Weronika wyjdzie z tego?
Tośka: Tak wyjdzie, ale teraz musisz się uzbroić w cierpliwość. Lekarze robią jej badania. Muszą się upewnić się, czy nic poważnego nie stało się Twojej koleżance.
Pół godziny później do szpitala przybywają rodzice obu dziewczyn.
Tośka: Dzień Dobry, jestem ratownikiem. To ja do Państwa dzwoniłam.
Rodzice Zuzki: Dzień Dobry. Co się stało? Co z dziewczynkami?
Tośka: Proszę się uspokoić. Koleżanka Waszej córki spadła ze skał. Jest nieprzytomna. Lekarze się nią zajmują.
Rodzice Weroniki: Jak to ze skał, gdzie one były?
Tośka: Poszły w góry, postanowiły zdobyć Giewont.
Rodzice obu dziewczynek: Jak to Giewont!?
Tośka: To Państwo o niczym nie wiedzieli?
Rodzice Weroniki: Nie, dziewczynki powiedziały, że idą do miasta przejść się i pozwiedzać.
Zuzka milczy.
Rodzice Zuzki: Zuzia, córeczko, odpowiedz kiedy Cię pytamy. Czemu tam poszłyście?
Rodzice Weroniki: Możesz nam to wytłumaczyć? Dlaczego nic nie mówisz?!
Zuzka spuszcza oczy unikając spojrzenia rodziców. Po chwili ucieka z korytarza.
Rodzice Weroniki: Pani ratownik co się stało naszej córce?
Tośka: Nic poważnego. Na początku wyglądało to dosyć poważnie, ale wszystko powinno być dobrze. Weronika spadła ze skały, nie były odpowiednio przygotowane do takiej wycieczki, pewnie dlatego tak się stało.
Rodzice obu dziewczynek: Dziękujemy Pani bardzo.
Tośka: Nie ma za co, to moja praca. Przepraszam, muszę już iść. Proszę iść do lekarza, on powie Państwu coś więcej, pewnie już skończyli badania.
Tośka wychodzi ze szpitala. Przy wyjściu zauważa Zuzkę.
Tośka: Zuzka, wszystko w porządku? Będziesz musiała wytłumaczyć rodzicom ten Wasz wypad na Giewont. Dlaczego poszłyście nic nie mówiąc?
Zuzka: Nie chce o tym rozmawiać. . . (płacze)
Tośka: Posłuchaj, ze mną możesz nie rozmawiać, ale rodzicom koleżanki i swoim powiedzieć musisz. Oni bardzo się martwią. O Was obie.
Zuzka: Dobrze, porozmawiam z nimi.
Tośka opuszcza szpital i idzie do baru. Pozostali ratownicy już tam są.
Tośka: Cześć!
Hubert: No cześć Tośka, jak tam?
Tośka: Nie mam pojęcia o co chodzi.
Staszek: O czym mówisz?
Tośka: Okazuje się, że dziewczyny poszły sobie na wycieczkę, a rodzice o niczym nie wiedzieli, byli przekonani , że ich córki zwiedzają miasto.
Hubert: No to sobie pozwiedzały.
Staszek: Ostro. . .
Tośka: Ale wiecie co, mam przeczucie że coś tam jest jeszcze nie tak. . .
Hubert: Tosia nie przejmuj się już. Lepiej coś zjedz, wypij, zrelaksuj się.
Tośka: Ale mówię Wam, naprawdę coś nie gra, ta Zuza nie chciała ze mną rozmawiać. Ledwo ją przekonałam, żeby wyjaśniła wszystko rodzicom.
Staszek: Tośka, Hubert ma rację, nie przejmuj się. Zrobiłaś co mogłaś. Teraz ona sama musi jakoś z tego wybrnąć.
Hubert: Jadźka! Przynieś Tośce coś do jedzenia.
Tośka: Nie dzięki, pójdę sama. . .
Tośka idzie po swój posiłek, tymczasem jej towarzysze popijając herbatę zajęli się rozmową.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz